sobota, 7 listopada 2009

Dzien 2 cd.

Następnie udaliśmy się na bardzo popularną w Melbourne St Kilda Beach, na której zjedliśmy obiad(raport kulinarny: minestrone, zupa dyniowa, rybka z frytkami i sałatką, białe wino) pospacerowalismy i siedzieliśmy podziwiając popisy kite-surferów. Część plaży jest porośnieta trawą i tam można urządzic piknik lub pograć w piłkęnożna czy rugby. Na plaży jest dużo klubów, restauracji, spa. Było cudnie:)
Potem zrobiliśmy zakupy(bo ile mozna myć ciało szamponem:), skoro zapomniało się połowy rzeczy, łącznie z pasta do zębów :))w jednym z centrów handlowych we Wschodnim Melbourne. Ogólnie mają tu wszystko w bardzo dobrych cenach, centra są gigantyczne i przepełnione ludźmi.








Gdy wróciliśmy do domu, byliśmy tak padnięci, że zdarzyło mi się popełnic największa zbrodnię wobec urody, a mianowicie....napiecie rośnie.....pójść spać w: makijażu, ubraniu, dzięki Bogu, że nie w butach:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz