niedziela, 20 grudnia 2009

Weekendo

W weekend w sobotę rano pojechaliśmy na zakupy ubraniowo-świąteczne. Dowiedziałam się, iż na ul. Brunswick znajduje się outlet jednej z moich ukochanych a niedostępnych na razie pod względem finansowym firm- Kookai. Ale tam bluzki po 15$, sukienki welniane i sweterki 35-50$(normalnie 150)i kupiłam 2 piękne sukienki, w tym czerwoną na Święta, sweterek, piżamkę. Później postanowiliśmy się przejść tą ulicą, gdyż spodobała nam się bardziej niż Chapel St. Brunswick St ma industrialny charakter, też jest mnóstwo knajpek i sklepów.Na Brunswick sa bardzo fajne malowane ławeczki ceramiczne i chciałam Mariowi na jednej z nich zrobić zdjęcie, aż tu nagle podchodzi miejscowy menel i elegancko wyjmuje ze swej torebki papierowej duże piwo i wręcza mu usilnie, twierdzać, że fota będzie lepsza:)W ogóle miejscowi menele sa tutaj fajniejsi niż u nas, raz szliśmy i była impreza na ławce i jeden z nich siusiał, jak nas zobaczył to odwrócił się, tak żebyśmy się czuli komfortowo i przeprosił. Savoir vivre pełną, no...prawie pełna gębą:)

Znaleźliśmy fantastyczny sklep z pięknymi zdjęciami,papeterią, obrazkami...jednym słowem piszac zakochalismy się w nim. Poniżej macie fotki.

Ponadto...idą święta...więc zmieszczam zdjęcie choinki, ulic i witryn sklepowych, z bomkami w kształcie kangura i koalki.

W sobote przyjechała do mnie Natasha i ćwiczyłam na na niej zabiegi na twarz, a potem pojechaliśmy na wieczorek do Mario2&Magdy, która jest narzeczona idealna i przygotowała nam polski podwieczorek, ba, uczte pomidorki z krzaczka ze sczypiorkiem, sałatki, sery, kiełbaski i wędlinkę. Mniam, na same wspomnienie ślinka cieknie...mamy ogromne szczęście, że ich znamy bo są wspaniali!!!
W niedzielę natomiast po kościele kupiliśmy w zakrystii opłatek, a potem pojechaliśmy do Polka Deli i tam zakupiliśmy: śledzika (1,5kg), kiełbaskę wiejską, pasztet, pierogi, makowiec, grzybki marynowane i majonez winiary.

Niestety nasze łakomstwo nas zgubiło. Opary polskiej kiełbasy spowodowały, że siedzielismy 29 minut na niewłaściwym peronie, tak po polsku, z praewgo, jedzie się w prawo...Jak zobaczylismy nasz pociąg (a nastepny za pół godziny, bo niedziela)to Mario krzyknął do mnie; "x%&#@X Aga nasz pociąg!!!Jesteśmy na nie tym peronie!!!" i zaczęliśmy szaleńczo biec na drugi peron, żeby zdążyć, nie muszę chyba pisać, że się nie udało:)Pierwszy raz od przyjazdu nam się to zdarzyło. Poszliśmy więc do pobliskiego supermarketu zrobic drobne zakupy i kupić coś do picia, gdyz po naszym biegu przełajowym strrraszliwie męczyło nas pragnienie i do domku. Z nauki nici bo usnęliśmy. Ale kiełbasa poszła wraz z makowczykiem do zamrażarki, bo do Świąt, by na pewno nie dotrwała. Ot i tyle, cały weekend, Merry Christmas and a Happy New Year!!!
AAAA Kochani chyba wyczerpalismy limit zdjęć, postaram się więc stworzyć jakiś album, aby przybliżyć wam dzisiejszy dzień:)
No i udało sie, proszę skopiować ten link i wkleić go na górę :)

http://picasaweb.google.com/agataimariuszwkrainieOz/BrunswickStIWeekendPrzedswiateczny201209#

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz